Zamiast widza – zwycięski trener

Cracovia nigdy nie zdobyła piłkarskiego Pucharu Polski i w tym sezonie to się nie zmieni, bo została zaskakująco wyeliminowana w ćwierćfinale przez występujące klasę niżej Zagłębie Sosnowiec.

„Pasy” miały wszelkie atuty w ręku: znaczącą zaliczkę z pierwszego, wyjazdowego spotkania (wygrana 2:1) i rewanż na własnym stadionie. A że ostatnio prezentowały się w ekstraklasie wyśmienicie, kibiców frapował raczej rezultat grudniowego losowania półfinałów, ich wiosenny przebieg, a niektórzy wybiegali myślami na Stadion Narodowy, gdzie zaplanowano decydującą konfrontację PP.
Myśli zawodników chyba również w pewnym momencie zbłądziły w podobnym kierunku. Wprawdzie zaatakowali na starcie – Mateusz Cetnarski ładnie, acz nieznacznie nad poprzeczką uderzył z dystansu, a Boubacar Dialiba główkował w słupek po dośrodkowaniu Pawła Jaroszyńskiego – lecz wkrótce osiedli na laurach. – Nie graliśmy tego, co sobie założyliśmy, a na dodatek mając korzystny wynik pierwszego meczu nadziewaliśmy się na kontry jak dzieci – kręci głową trener miejscowych, Jacek Zieliński. – Nie poszanowaliśmy tego, co dostaliśmy od Bozi w Sosnowcu.
W 26. minucie, debiutujący w przyjezdnej ekipie, Jakub Wilk na prawym skrzydle złamał akcję do środka, wrzucił piłkę na drugi słupek, obrońcy Cracovii stadnie obserwowali jej lot, a Martin Pribula na piątym metrze z powietrza wepchnął ją do siatki. Potem nastąpił już klasyczny szybki atak, w którym ustawiony na stoperze Miroslav Covilo sfaulował Adriana Paluchowskiego. Sebastian Dudek pewnie wyegzekwował karnego i znienacka okazało się, że krakowianie muszą zdobyć gola, żeby choć doprowadzić do dogrywki, a do bezpośredniego awansu potrzeba im dwóch.

W drugiej połowie za Cetnarskiego wyszedł Hubert Wołąkiewicz i zajął miejsce na środku obrony, Covilo został przestawiony do pomocy, a jeszcze bardziej do przodu przesunął się dobrze dysponowany dzisiaj Marcin Budziński.
Wbrew konieczności, miejscowi zabrali się do zadania dosyć ślamazarnie; niby nacierali, ale bezproduktywnie. Wzięli się żwawiej do roboty dopiero po upływie kwadransa i ostrzeżeniu gości (Paluchowski tylko musnął czupryną futbolówkę zacentrowaną przez Dawida Ryndaka, gdyby zdołał uderzyć, byłoby najprawdopodobniej 0:3, gdyż stał blisko bramki, na wprost niej).
Przez pół godziny trwało oblężenie; Wojciech Fabisiak bronił strzały m.in. Covilo, Jaroszyńskiego, Erika Jendriska. Kilka innych było niecelnych, wiele prób broniący się chwilami całą drużyną goście zablokowali, a „Budzik” w 89. minucie ostemplował słupek. – Mieliśmy dzisiaj szczęście, ale też w pierwszym meczu go nam zabrakło – przypomina szkoleniowiec sosnowiczan, Artur Derbin.

Przy jeszcze większym farcie którąś z kontr mogli pozbawić przeciwników złudzeń jeszcze przed ostatnim gwizdkiem. Żarko Udovicić nieznacznie spudłował, uderzenie Ryndaka nogą odbił Pilarz. A najlepsza ich akcja się… nie odbyła, bo Michał Fidziukiewicz, zamiast do jednego z trzech wybiegających na wolne pole kolegów, posłał piłkę do nikogo. Co jednak nie zmieniło odbioru postawy jego drużyny. – Chciałbym powiedzieć: „po prostu, to co się wydarzyło, jest nie do wiary”, ale obraziłbym moich podopiecznych, którzy przyjechali tu z przekonaniem, że mogą podjąć walkę z tak dobrą drużyną, jaką jest Cracovia – cieszył się Derbin, w różnych kontekstach odmieniając słowo marzenia. – Niedawno myślałem, żeby odwiedzić ten stadion jako widz, obejrzeć jakiś mecz. Nie spodziewałem się, że będę tu prowadził swój zespół i tak szczęśliwy wyjadę.
Pytany o półfinałowego przeciwnika, zwierza się, że chętnie zmierzyliby się z Legią Warszawa, zaprzyjaźnionym z Zagłębiem klubem. Tymczasem krakowianie mogą skoncentrować się na ekstraklasie, w której jeszcze w listopadzie czekają ich bardzo ważne sprawdziany. W najbliższy poniedziałek, o g. 18, podejmą Lechię Gdańsk, a w niedzielę, 29 listopada, też o g. 18, na stadionie Wisły dojdzie do rewanżowych Wielkich Derbów Krakowa.
– Największy problem to podnieść teraz głowy, bo atmosfera w szatni jest fatalna – konkluduje Jacek Zieliński.
PAWEŁ FLESZAR

CRACOVIA – ZAGŁĘBIE Sosnowiec 0:2 (0:2)
Bramki: Pribula 26, Dudek 40 k. Sędziował: Zbigniew Dobrynin (Łódź). Żółte kartki: Wołąkiewicz, Wdowiak – Budek. Widzów: 3436.
CRACOVIA: Pilarz – Rymaniak, Covilo, Polczak, Jaroszyński (78. Zjawiński) – Budziński, Dąbrowski, Cetnarski (46. Wołąkiewicz) – Jendrissek, Rakels (62. Wdowiak), Diabang. Trener: Jacek Zieliński.
ZAGŁĘBIE: Fabisiak – Budek (65. Sierczyński), Sołowiej, Markowski, Udovicić – Matusiak – Wilk, Fidziukiewicz (78. Fonfara), Pribula (58. Ryndak), Dudek – Paluchowski. Trener: Artur Derbin.

Pozostałe wyniki i tabelę piłkarskiej ekstraklasy można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.