Zapłata za przewrotność futbolu

Cracovia zwyciężyła na własnym stadionie po raz pierwszy od 13 lutego, a 1:0 z Zagłębiem Lubin dało jej powrót na podium piłkarskiej ekstraklasy.

Obie drużyny mogły sobie ustawić spotkanie już na wstępie. Każda w podobny sposób, po bardzo ładnych główkach: Mirosława Covilo (z centrum pola karnego) i Arkadiusza Woźniaka (z ostrego kąta). Obie jednak, w równie dobrym stylu, obronili paradami bramkarze.
W pierwszym kwadransie sporo było składnych, dynamicznych wejść, zwłaszcza w wykonaniu gospodarzy. Zawsze jednak strzał był oddany ciut za późno i zmieniał tor po rykoszecie. Późniejsze były niecelne lub słabe, do innych nie doszło wskutek złego rozwiązania ciekawie zapowiadającej się akcji.
Po przerwie podobne problemy mieli przyjezdni, kiedy świetna kombinacja rozpoczęta podaniem piętą nawet nie zakończyła się strzałem, a groźne dośrodkowanie przechwycił Grzegorz Sandomierski.

Rozstrzygnięcie zapadło po godzinie. Uderzenie Erika Jendriska z 17 metrów odbiło się od ręki Adriana Rakowskiego, za co sędzia podyktował rzut karny, wyegzekwowany przez Mateusza Cetnarskiego silnie i pewnie – pod poprzeczkę, w prawy róg.
– Szkoda, ze w takich meczach decyduje karny i to po ręce – ubolewa trener Zagłębia, Piotr Stokowiec, jednak kluczy przy konkretnym pytaniu o zasadność decyzji Daniela Stefańskiego: – Beczkę soli trzeba zjeść, żeby dowiedzieć się, kiedy jest ręka, a kiedy nie, zinterpretować to.
Niedługo po wspomnianej „jedenastce” szarżą wzdłuż linii końcowej popisał się Mateusz Wdowiak, który wraz z Tomasem Vestenickym zameldował się dzisiaj w podstawowym składzie. Zacentrowana futbolówka odbiła się jednak od Czecha, któremu zabrakło nieco orientacji.
Potem już inicjatywa należała na ogół do lubinian, czego najwyraźniejszym efektem był strzał Luisa Carlosa w słupek. – Nie byliśmy gorsi; organizowaliśmy grę, walczyliśmy do końca – podkreśla Stokowiec. – Ale też w poprzednich spotkaniach z Cracovią nie byliśmy wyraźnie lepsi, a zwyciężaliśmy. Tak się to układa. Mamy nowe doświadczenia, na pewno sprawimy jeszcze niejedną niespodziankę.

Ekipa „Pasów” zmierzyła się z Zagłębiem po raz trzeci. Wcześniej dwukrotnie schodziła z boiska pokonana, m.in. 28 lutego, na własnym boisku. – Śmiem twierdzić, że wtedy graliśmy lepiej niż dzisiaj, ale to dzisiaj mamy trzy punkty. I dlatego piłka jest przewrotna – dowodzi szkoleniowiec krakowian, Jacek Zieliński. Jutro upłynie rok, odkąd zaczął pracę przy ul. Kałuży, lecz podczas dzisiejszej konferencji unikał ocen. – Mam nadzieję, że niczego w tym czasie nie zepsuliśmy – uciął.
Dzisiejsze zwycięstwo, a także pozostałe wtorkowe wyniki w grupie mistrzowskiej sprawiły, że jego podopieczni wrócili na najniższy stopień podium. – Teraz już mecze liczą się w pełni, nie będzie dzielenia. Cieszę się, że zdobyliśmy cztery punkty, uznanie dla chłopaków – podsumowuje.
PAWEŁ FLESZAR

CRACOVIA – ZAGŁĘBIE Lubin 1:0 (0:0)
Bramka: Cetnarski 61 k. Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz). Żółte kartki: Jaroszyński – Rakowski. Widzów: 6708.
CRACOVIA: Sandomierski – Wójcicki (58. Deleu), Wołąkiewicz, Bejan, Jaroszyński – Covilo, Kapustka – Vestenicky, Cetnarski (88. Dialiba), Wdowiak (65. Zjawiński), Jendrisek. Trener: Jacek Zieliński.
ZAGŁĘBIE: Polacek – Zbozień, Guldan, Dąbrowski, Cotra – Kubicki – Woźniak (85. Błąd), Rakowski (80. Papadopulos), Starzyński, Janoszka (63. Luis Carlos) – K. Piątek. Trener: Piotr Stokowiec.

Pozostałe wyniki i tabelę piłkarskiej ekstraklasy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.