Ze strachem w gaciach biega się lżej

W sobotę po południu koszykarze AZS AGH Alstom wsiądą w Krakowie do Pendolino, ruszając w drogę, która może zaprowadzić ich do I ligi, a na pewno będzie jej przedsmakiem.

Chodzi o system rozgrywek rundy finałowej. Nie ma klasycznego play off, a pięć czołowych drużyn z grupy B zmierzy się z taką samą piątką z grupy A: trzema klubami z Trójmiasta, po jednym z Torunia i Inowrocławia. Tak jeździ się w I lidze, co część II-ligowców wyraźnie przerasta, finansowo i organizacyjnie.
– Nie wiem, jakie były powody przyjęcia tego systemu przez PZKosz., ale od kilku dni trwa cyrk – kręci głową trener akademików, Wojciech Bychawski. – Jeden facet dzwoni do mnie, że on nie chce grać w środę, kiedy wyznaczono kolejkę, ale w niedzielę, po tym jak w sobotę zagra na Wiśle. I jest obrażony, że ja nie chcę grać dwóch meczów w ciągu 20 godzin; nie może zrozumieć, że my nie podchodzimy do tej części sezonu szkoleniowo, że dla nas to najważniejszy okres. Kto inny proponuje mi mecz w Wielką Sobotę. Z drugiej strony, okazuje się, że spotkanie w pierwszej kolejce w Gdyni może się odbyć tylko w najbliższą niedzielę o g. 19, bo ekstraklasowy klub, z którego rezerwami gramy, w żaden sposób nie może wcześniej korzystać z hali…

„Agiehowcy” wyjeżdżają z Dworca Głównego w sobotę po południu Pendolino, więc już wczesnym wieczorem będą na Wybrzeżu. W niedzielę zaplanowali jeszcze rozruch w wynajętej sali. Za to w Krakowie zameldują się dopiero po kilkunastogodzinnej podróży powrotnej. I to są jedyne klarowne kwestie, nie wiedzą bowiem… z kim będą rywalizować. – Pierwszy raz jestem w takiej sytuacji. Oglądam mecze Asseco II, robię analizy, ale nie wiem, co mam powiedzieć chłopakom. Naliczyłem u tamtych cztery różne składy – mówi Bychawski.
Polski Związek Koszykówki dopuszcza swoistą „wolnoamerykankę”: przez cały sezon w zespole pierwszym i rezerw (w niższej lidze) mogą występować ci sami zawodnicy, pod warunkiem, że mają polski paszport. O ile tylko rozmijają się terminy rozgrywek, mogą „holować” rezerwy do woli, nawet do awansu. To absurdalna regulacja. Dla przykładu, w siatkówce tworzy się przed sezonem dziesięcioosobową listę, tzw. trzon drużyny, a znajdujący się na niej zawodnicy nie mogą występować w rezerwach w I rundzie. Z kolei po tejże I rundzie na takiej liście „spalonych” znajduje się dziesięciu zawodników, którzy w tym okresie najwięcej grali w pierwszym zespole. W koszykówce jest możliwe wszystko, choćby – tak jak w Asseco II Gdynia – po 6-7 występów w II lidze Filipa Matczaka, Sebastiana Kowalczyka, Jakuba Parzeńskiego i Przemysława Żołnierewicza, którzy na parkietach Tauron Basket Ligi spędzają średnio od kilkunastu do ponad dwudziestu minut. Raz nawet boiskom na trzecim poziomie rozgrywek pokłonił się reprezentant i mistrz Polski Przemysław Frasunkiewicz, który w ekstraklasie gra od ubiegłego wieku, a obecnie zalicza w niej średnio po 28 minut w meczu.
– Nie chcę rozwodzić się na ten temat, żeby nie mówili, że chodzę, jęczę i płaczę – zastrzega szkoleniowiec AGH. – Jesteśmy nastawieni, że będziemy się bić z każdym i z każdym możemy wygrać. Chciałbym tylko jednego. Niezależnie, jaki oni wystawią skład, to niech tym składem grają ze wszystkimi. Niech to będzie uczciwe. A nie – na jednych rzucą piątkę z ekstraklasy, a na innych młodzież. Na razie wiem tyle, że wyjazdowy mecz Asseco w TBL jest w sobotę o g. 17, a nam wyznaczyli grę z rezerwami na niedzielę wieczór…

Inna sprawa, że jego podopieczni zawsze potrafili się mobilizować na silnych przeciwników, podczas gdy słabszych czasami lekceważyli. – Piotrek Biel mawia, że ze „strachem w gaciach” biegamy najszybciej i gramy najlepszy basket – przytakuje Bychawski. Rola wspomnianego Piotra Biela będzie w nadchodzącym czasie nie do przecenienia. Nie tyle w tworzeniu bon motów, co w przygotowaniu fizycznym (w dużej części zresztą wypracowanym już do tej pory), od którego jest specjalistą. Druga runda potrwa do ostatniego weekendu kwietnia, a jeśli przyszłoby walczyć w barażach – przeciągnie się do maja. To łącznie osiem miesięcy ligi i – wliczając Puchar Polski – ponad 30 konfrontacji, do czego dojdzie wiosenny cykl akademickich mistrzostw Polski, istotny dla reprezentacji uczelni opartej na kadrze AGH Alstom.
– A jak pan myśli, po co tak zapieprzaliśmy, jeszcze obecnie? Po co ściągnęliśmy dwóch zawodników? – retorycznie pyta Wojciech Bychawski. – Myślę, że siłowo i kondycyjnie będziemy optymalnie przygotowani. Poza tym mamy jedenastu ludzi w rotacji. I nie można traktować ich, na przykład, jako dziewiątego, czy dziesiątego, ale równorzędnych z niektórymi z piątki. Niedawno choćby graliśmy czterema niskimi.

Terminarz fazy finałowej można znaleźć TUTAJ, a wyjściową tabelę – TUTAJ. Powstała ona z dotychczasowych wyników pomiędzy drużynami, które przedostały się dalej. Za najgroźniejszych konkurentów Bychawski uważa Noteć Inowrocław i AZS UMK Toruń („Bardzo fajnie grające w koszykówkę„). Istotną rolę może odegrać też Gimbaskets Przemyśl, z którym już bezpośrednio się nie zmierzą. Do I ligi zakwalifikuje się tylko zwycięzca grupy E, a drugi zespół zagra w dwumeczu barażowym z drugim z grupy F.
Ciekawe jak zaprezentują się w tej części młoda ekipa Wisły Kraków, która w dramatycznych okolicznościach wywalczyła awans (opisywaliśmy to TUTAJ). Bilans ma zerowy, więc jedyną stawką jest „mołojecka sława” i zbieranie doświadczeń.

Przed rewanżowym, grudniowym spotkaniem w Przemyślu szkoleniowiec obiecał „Agiehowcom”, że jeśli wygrają, to w drodze powrotnej – nazywając rzeczy oględnie – będzie im usługiwał, serwując napoje, a każdy będzie miał prawo krzyczeć do niego: „Cho no tu, kelner!„.
– Staram się dotrzymywać słowa. Powiem tyle, że powrót był radosny – kwituje pytanie o następstwa sukcesu, który jak się okazało skutkował triumfem w sezonie zasadniczym II ligi.
– A co im pan obiecał teraz, jeśli zdobędą awans?
– Obiecałem, że jeśli awansują do I ligi, to w niej zagrają. I nie jest to banał. Po pierwsze, ważni ludzie z uczelni, którzy nigdy dotąd mnie nie zawiedli, zapewniali, że jeśli wejdziemy do I ligi, to znajdą się środki, abyśmy w niej występowali. A po drugie, zakładam, że każdy zawodnik z obecnego składu, który zechce grać na warunkach finansowych, na jakie nas będzie stać – dostanie taką szansę. Ale do tego jeszcze daleko. Na razie jesteśmy ukierunkowani na walkę o wejście wyżej.
PAWEŁ FLESZAR

Komentowanie zablokowane.