Żegnaj Europo na rok

Piłkarze Wisły w następnym sezonie nie wezmą udziału w rozgrywkach międzynarodowych. Paradoksalnie przesądził o tym ich najlepszy w tym roku występ, w którym w rewanżu półfinału Pucharu Polski pokonali Ruch Chorzów 3:1. Mecz już wcześniej był thrillerem, ale jego uwieńczenie stanowił konkurs rzutów karnych, dopiero w siódmej serii rozstrzygnięty na korzyść gości.
Wówczas Matko Perdijić obronił strzał Gervasio Nuneza. Podobną przykrość sprawił w pierwszej serii Dudu Bitonowi oraz w piątej – Cwetanowi Genkowowi.Chorzowianie zaczęli się cieszyć, bo dawało im to zwycięstwo 4:3, ale Marcin Borski nakazał powtórzenie „jedenastki”, a poprawkę Bułgar zdał (dla uzupełnienia – Siergiej Pareiko okazał się w drugiej serii lepszy od Marka Szyndrowskiego).

Biorąc pod uwagę obraz ubiegłotygodniowej, pierwszej konfrontacji w Chorzowie i wygraną Ruchu 3:1 wydawało się, że losy awansu są przesądzone. Wiślacy nie chcieli jednak się z tym pogodzić i przy Reymonta zaprezentowali dwie cechy dawno u nich nie widziane – waleczność powiązaną z dobrą grą.
Już w 15. minucie po uderzeniu Nuneza piłka wpadła do siatki przyjezdnych w „długim rogu”, lecz gol nie został uznany ze względu na faul Juniora Diaza.
Niedługo później Maor Melikson sprytnie odnalazł w polu karnym Ivice Ilieva, ten zrazu zagapił się i nie kopnął natychmiast na bramkę, ale widząc wchodzącego wślizgiem Gabora Strakę, „przełożył” się przez jego nogi, jak woda w rzece opływająca zwaloną kłodę drewna. Karnego spokojnie wyegzekwował Genkow.
Kiedy jeszcze w 49. minucie niezwykłą asystą popisał się Pareiko – do jego wykopu już w „szesnastce” Ruchu dobiegł jako pierwszy Melikson i pewnie trafił – „Biała Gwiazda” była w finale.

Trudno było wątpić, że tak już pozostanie, wszak w pierwszej połowie przeciwnicy zaatakowali tylko w ostatnich kilku minutach, niemrawi byli także na wstępie drugiej. Tymczasem gospodarze swobodnie prowadzili akcje i raz po raz stwarzali zagrożenie: uderzeniami z dystansu Łukasza Garguły i Meliksona, minimalnie niecelnymi główkami – Genkowa, która obtarła farbę z zewnętrznej strony słupka – czy też Ilieva zbiegającego sprytnie na „krótki róg”. Najlepsze sytuacje mieli natomiast wychodzący w 66. minucie sam na sam Genkow, którego jednak zawiódł nadmiar altruizmu (podawał zamiast strzelać) i Melikson, osiem minut wcześniej wykonujący rzut wolny pośredni z pola karnego (zatrzymał go mur).

Od kilku chwil jednak pojawiały się sygnały ostrzegawcze. Najpierw Straka wypuścił Arkadiusza Piecha, ten wycofał spod linii końcowej, a Łukasz Janoszka w świetnej pozycji na 12. metrze… nie trafił w futbolówkę. Z kolei Igor Lewczuk po dośrodkowaniu Straki z wolnego trafił w nią nieczysto i stojąc pięć metrów od bramki Wisły kopnął obok.
A w mniej niebezpiecznej sytuacji – również po centrze Straki – Dragan Paljić pchnął Janoszkę, a arbiter podyktował drugiego już „miękkiego” karnego, zamienionego na gola przez Pawła Abbotta.
Krakowianie, którym znienacka na powrót zajrzało w oczy widmo eliminacji, natarli z furią. Uderzali jednak niecelnie (Melikson, Patryk Małecki), bądź stawał im na drodze Perdijić (próby Michała Czekaja). Aż wreszcie, po dośrodkowaniu z prawej flanki z głębi pola, piłka minęła w polu karnym wszystkich obrońców i atakujących, dopadł ją jednak Małecki i wrzucił przed bramkę, a tam Genkow z bliska wpakował głową do siatki.

Te fragmenty wyczerpały chyba obie drużyny fizycznie i psychicznie, bo w dogrywce kreowały mniej okazji; warto odnotować zaledwie przeniesione nad poprzeczką strzały Bitona i Piecha. Dopiero w 119. minucie emocje zawrzały, gdy uderzenie Garguły golkiper Ruchu sparował na słupek, a skutecznie dobijający głową Małecki był na spalonym.
Nie wiadomo tylko, czy tytuł relacji okaże się prawdziwy i rozbrat Wisły z pucharami europejskimi potrwa rok. Zespół grający na takim poziomie i z takim zaangażowaniem byłby w stanie w przyszłym sezonie walczyć o mistrzostwo kraju lub co najmniej miejsce „pucharowe”, lecz prawie na pewno nie przetrwa w obecnym kształcie.
Klub boryka się z problemami finansowymi, wywołanymi kiepskimi przychodami z meczów (frekwencja jest coraz niższa, co dobitnie pokazał dzisiejszy mecz) i wysokimi pensjami zawodników. Na dodatek przegrał ciągnący się od kilku lat proces z menedżerem Adamem Mandziarą i choć przysługuje mu odwołanie, UEFA zablokowała na poczet ewentualnego odszkodowania pieniądze przysługujące krakowianom za ostatni start w Lidze Europy.
Od pewnego czasu Wisła zalega z wypłatami dla piłkarzy, jest wdrożany program oszczędnościowy, polegający głównie na redukcji zarobków, więc skład i potencjał przyszłosezonowego zespołu są wielką niewiadomą.
PAWEŁ FLESZAR

WISŁA Kraków – RUCH Chorzów 3:1 (1:0), karne 5:6
Bramki: Genkow 22 k, 90, Melikson 49 – Abbott 69 k. Karne: Garguła, Małecki, Melikson, Genkow, Diaz – Malinowski, Josl, Stawarczyk, Abbott, Piech, Lewczuk. Sędziował: Marcin Borski (Warszawa). Żółte kartki: Paljić, Jirsák, Czekaj, Genkow, Małecki, Biton – Straka, Lewczuk, Josl, Piech, Abbott. Widzów: 6614.
WISŁA: Pareiko – Jirsák (97. Uryga), Czekaj, Díaz, Paljić (83. Biton) – Garguła, Núnez – Iliev (71. Małecki), Melikson, Kirm – Genkow. Trener: Michał Probierz.
RUCH: Perdijić – Lewczuk, Malinowski, Stawarczyk, Szyndrowski – Grzyb (65. Smektała), Lisowski, Straka, Janoszka (80. Josl) – Jankowski (59. Abbott), Piech. Trener: Waldemar Fornalik.

Rozkład wszystkich spotkań Pucharu Polski można znaleźć TUTAJ.

Skomentuj

Adres e-mail nie zostanie opublikowany ani wykorzystany. Pola oznaczone gwiazdka sa wymagane.*

Skorzystaj z HTML oraz: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Connect with Facebook

*