Żelazo wszystko przyjmie

98:89 z Pogonią Prudnik dało Rawlplug Sokołowi Łańcut siódme zwycięstwo w I lidze koszykarzy i już tylko jednego brakuje mu do wyrównania rekordowego otwarcia w historii.

„Piątkowym” rozgrywającym gospodarzy został tym razem Dawid Zaguła, nominalny dubler. W Stali Stalowa Wola wychodził zawsze na plac tuż po rozgrzewce, a dzisiaj pokazał, jak mu to służy. Powitalna „trójka”, potem wjazd z prawego skrzydła złożyły się na wstępny run 9:0. Po trafieniu za trzy Filipa Małgorzaciaka było 12:2, a po kolejnym runie 9:0, na koniec kwarty – 24:16. Tę drugą serię ozdobiły najbardziej widowiskowe zagrania meczu: potężny, zamaszysty wsad Wiktora Sewioła z naskoku obunóż oraz „czapa” Kamila Zywerta na reprezentancie kraju (byłym w hali i obecnym w odmianie 3×3) Marcinie Sroce, po której Bartłomiej Karolak błyskawicznie wykozłował piłkę, zatrzymał się na 7. metrze i stamtąd skończył kontrę.
Pogoń jest jednym z kilku zespołów pierwszoligowych, których niskie miejsce w tabeli nie przystaje do personaliów, ale też wystarczy chwila nieuwagi przeciwników, aby objawił się jej potencjał. Dzięki ośmiu „oczkom” Jakuba Krawczyka zbliżyła się na 15:12 w pierwszej kwarcie, w drugiej zaś – na 25:20 i 28:24, a coraz sprawniej wskakiwali pod obręcz Tomasz Nowakowski i Wojciech Pisarczyk.

Tym samym jednak rewanżował się kapitan miejscowych Maciej Klima, wracający po dwóch spotkaniach pauzy. Poczynał sobie tak jakby nie odniósł kontuzji kolana, a może nawet lepiej, niż przed nią. Spudłował tylko jeden z 13 rzutów, przy czym w „trójkach” i wolnych miał 100% skuteczności, więc zasadnie wybrano go MVP.
– Uraz, na szczęście, okazał się lekki, nazwałbym go raczej stłuczeniem – twierdzi. – Może ta przerwa jednak dała mi większą energię i to właśnie ją było widać. Choć nie ukrywam, że wychodziłem troszkę zestresowany i bardzo pomogły mi pierwsze udane akcje, jakieś punkty, zbiórka.
W drugiej odsłonie jego team odskakiwał znowu na 38:29, 42:33 i 45:37. – Trener ciągle krzyczał do nas, abyśmy bardzo dużo biegali i wykorzystywali swoje przewagi – opowiada Klima. – Dlatego nawet jeśli ja dostałem nagrodę to jest to zasługa całego zespołu, który musiał pomóc w jej wybieganiu.

Od kilku dobrych lat na ostatnich zajęciach przed konfrontacjami ligowymi łańcucianie urządzają sobie konkursy rzutów z połowy. W tym sezonie na ogół kończą się one rozstrzygnięciem, na najwyższym poziomie stał wczorajszy. Jakub Fiszer i Karolak wcelowali w rundzie, w której jest tylko jedna próba, więc potrzebna była dogrywka i w niej „Fiszu” ponownie przeciął siatkę z 14 metrów. Zarobił 80 złotych, bo stawka wynosiła „dychę”. Kiedy konkurs nie zostaje rozstrzygnięty, pula przechodzi na następny. Taką podwójną kumulację, w której każdy z uczestników wrzucał do worka po 30 zł, odebrał kiedyś Kamil Zywert. Choć i to są drobne w porównaniu z niedawnym zarobkiem innego pierwszoligowca, Sebastiana Dąbka z Księżaka Łowicz. Wychowanek krakowskiej Wisły wziął udział w konkursie dla kibiców odbywającym się w przerwie ekstraklasowego spotkania Legii Warszawa, trafił za drugim podejściem i zgarnął 2000 złotych premii ufundowanej przez „Totolotka” (swoją drogą, w ten specyficzny sposób dołączył do szczupłego grona ludzi, którzy wygrali z bukmacherem…).
W przypadku Sokołów popisy na linii środkowej są na ogół zapowiedzią ich dyspozycji następnego dnia w odległości kilka metrów bliższej. W tym sezonie zaliczają średnio po dziesięć „trójek”, dzisiaj do przerwy mieli sześć, a w trzeciej kwarcie przymierzyli kolejno: Rafał Kulikowski, Klima i Zywert, aż przyszła pora na faceta, któremu jesienią „żelazo” przyjmuje prawie wszystko. Karolak jest jedynym koszykarzem na zapleczu ekstraklasy, który legitymuje się stuprocentową skutecznością w rzutach osobistych. W środowy wieczór zwiększył ilość udanych prób do siedemnastu, a potem w ostatniej sekundzie dozwolonego czasu akcji, z odchylenia dopisał sobie 25. celny strzał zza łuku (w nich ma znakomite 49.3%).
Po trzeciej części wynik brzmiał 76:61, w czwartej nawet 87:65, a z obu stron trwał festiwal dwójkowych kombinacji. Efektowniejsze były te z udziałem Krawczyka, ale miejscowi mieli ich więcej. Wówczas jednak chyba uznali spotkanie za rozstrzygnięte, stracili niefrasobliwie kilka piłek, zmarnowali parę okazji tuż pod „dziurą”. Znacznie dokładniejsi byli Mateusz Moczulski, Grzegorz Mordzak, Pisarczyk i Tomasz Prostak, więc przewaga kurczyła się – 87:72, 91:83, 92:86.
Zywert przytrzymał wtedy piłkę w dryblingu, a faulowany wykorzystywał wolne. Podobnie uczynił Klima, dokładając do tego „pakę” oburącz. 98:86, 98:89.

Sokół ściga rekord otwarcia sezonu ze swych 17-letnich dziejów w ligach centralnych (15 w pierwszej i 2 w drugiej). Został on ustanowiony w rozgrywkach 2016/17 i wynosi 8-0. Łańcucianie mają już 7-0, lecz trudne konfrontacje przed sobą: 11 listopada w Słupsku i 13 listopada w Kołobrzegu.
W niedzielę powinno dojść natomiast do innego historycznego wydarzenia. Maciek Klima zanotował dzisiaj występ nr 399 na zapleczu ekstraklasy (371 w Sokole i 28 w Stali Stalowa Wola) i znalazł się w przededniu niezwykłego jubileuszu. – Cieszę się – uśmiecha się powściągliwie 36-latek. – Jak tylko wrócimy, a dzieci pójdą spać, postaramy się uczcić to żoną jakimś napojem.
PAWEŁ FLESZAR

RAWLPLUG SOKÓŁ Łańcut – POGOŃ Prudnik 98:89 (24:16, 21:21, 31:24, 22:28)
Sędziowali: Damian Myszka, Michał Pogon i Grzegorz Łata. Widzów: 550.
SOKÓŁ: Sewioł 17 (4 zb.), Karolak 11 (3×3, 5 as.), Małgorzaciak 11 (2×3, 6 zb., 2 prz.), Zaguła 11 (1×3, 4 as.), Kulikowski 9 (1×3, 2 prz.) oraz Klima 20 (2×3, 8 zb.), Zywert 16 (2×3), Pruefer 2, Fiszer 1 (4 zb.), Inglot. Trener: Dariusz Kaszowski.
POGOŃ: Krawczyk 21 (4×3, 4 zb., 2 prz.), Prostak 18 (2×3), Pisarczyk 11 (9 zb.), Sroka 6, Szpyrka 4 oraz Mordzak 10 (1×3, 4 as.), Nowakowski 10, Moczulski 7 (1×3, 4 zb., 4 as., 2 prz.), Stalicki 2, Antczak. Trener: Tomasz Michalak.

Pozostałe wyniki i tabelę I ligi koszykarzy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.