Zieliński ciągle w powietrzu

Po spotkaniu w 2/3 słabym, a w 1/3 okraszonym efektownymi akcjami i bramkami piłkarze Cracovii pokonali Zawiszę Bydgoszcz, 3:1.

W „Imieniu róży” po około stu stronach nudy zaczyna się zajmująca opowieść o zagadce rozwiązywanej przez dwóch zakonników. Nawet autor, Umberto Eco, lojalnie uprzedził o takiej konstrukcji, porównując ją do mozolnej wspinaczki na wzgórze, z którego rozciąga się zachwycający widok.
Taki właśnie wyglądał ten mecz, choć proporcje zostały w nim odwrócone na niekorzyść i nikt nie przestrzegał widzów przychodzących na stadion przy ul. Kałuży. Za to już po zakończeniu szkoleniowiec walczących w grupie spadkowej gospodarzy nie ukrywał, że było to efektem założeń. – Pewnie można by teraz książkę dorobić, opowiadając o taktyce. Tymczasem dzisiaj chodziło przede wszystkim o trzy punkty, styl nie był najważniejszy, zwłaszcza przy tej szalonej formule ligi – nie owijał w bawełnę Jacek Zieliński. – Po raz kolejny jednak pokazujemy, że lepiej oceniać nas po całych 90 minutach; w drugiej połowie znowu byliśmy lepsi.

W pierwszej natomiast byli nie tyle słabi, co kompletnie bezbarwni. Ograniczali się do pressingu, biorącego początek na linii środkowej, ale nic z niego nie wynikało – ani przechwyty i kontry, ani osadzenie przeciwników z dala od własnej bramki. Bydgoszczanie bowiem dosyć łatwo przedostawali się przez te zasieki, tyle że zwykle brakowało im precyzji przy podaniu lub strzale. Próby Ivana Majewskiego i Bartłomieja Pawłowskiego były niecelne bądź padały łupem Krzysztofa Pilarza, który wygrał również pojedynek biegowy z wychodzącym sam na sam Jakubem Świerczokiem.
Krakowianie zaliczyli strzał już w pierwszej minucie (niecelna główka po rzucie wolnym), potem było ich jak na lekarstwo. Ich ustawienie przypominało kiepską przeróbkę słynnej „brasiliany”: 4-2-4, z tym że przed obrońcami występowali dwaj defensywni pomocnicy, a przed nimi… następni czterej pomocnicy. Ofensywa była w niełasce i nie zmieniło tego wstępne 10 minut drugiej połowy, poza uderzeniem Mateusza Cetnarskiego, sparowanym przez Grzegorza Sandomierskiego.

I nagle wszystko się odmieniło. Sygnał dał gongiem w 56. minucie Erik Jendrisek, który po przyjęciu na 20. metrze po prawej stronie pola karnego płynnie przerzucił piłkę na lewą nogę i wpakował ją półgórnym lotem do siatki przy przeciwnym słupku („Ma ponadprzeciętne umiejętności jak na tę ligę. Zawsze miał, tylko mu nie szło, jak całej drużynie” – Zieliński odpowiadał na pytanie jak odmienił bezbarwnego wcześniej zawodnika).
Dwie minuty później poprawił Deniss Rakels, kopiąc z kilkunastu metrów obok bramkarza w długi róg, co poprzedziła świetna akcja: długie podanie do Luisa Deleu na prawej flance i jego dośrodkowanie w tempo do Łotysza.
Pieczątkę na sukcesie „Pasów” przybił, mocnym uderzeniem przełamującym ręce golkipera, Marcin Budziński, obsłużony z prawego skrzydła przez wprowadzonego przed kilkoma minutami Dariusza Zjawińskiego.
„Zjawa” miał i własną okazję, kiedy przymierzył z 18 metrów tuż obok okienka, a Bartosz Kapustka w doliczonym czasie ostemplował słupek.

Bydgoszczanie jeszcze przy stanie 2:0 przechodzili różne okresy. Zrazu byli kompletnie zdetonowani i niemal kopali się po czole. Potem otrząsnęli się, próbowali nacierać, lecz po wolnym Kamila Drygasa Pilarz wyłapał futbolówkę, która przeciekła przez mur, a Sebastian Kamiński główkował niecelnie.
Wreszcie Świerczok trafił głową do bramki, a ten honorowy gol był dla niego szczególny. Wszak przez trzy lata (2006/09) trenował w grupach młodzieżowych Cracovii, lecz został oddany do Polonii Bytom. Dzisiaj po raz pierwszy wystąpił na stadionie dawnego klubu.
– Po pierwszej połowie liczyliśmy na więcej. Jest 3:1 i cztery kolejki do końca – westchnął opiekun Zawiszy, Mariusz Rumak, którego zespół plasuje się na miejscu spadkowym. – Zostało 70 godzin do następnego meczu, z czego siedem w autokarze – tłumaczył, dlaczego niektórym podopiecznym dał dzisiaj odpocząć.
Za to krakowianie już w najbliższy piątek – gdy o g. 20.30 podejmą Koronę Kielce – mogą zapewnić sobie utrzymanie w T-Mobile Ekstraklasie. – Jak to Michał Probierz mawiał: „Podrzucali, podrzucali, ale złapać zapomnieli”. Kiedyś się potkniemy i jestem ciekaw, jakie pytania wtedy padną – Zieliński tonował dziennikarską adorację wynikającą z faktu, że odkąd zaczął pracę w Krakowie legitymuje się bilansem: 4 zwycięstwa i 1 remis.
PAWEŁ FLESZAR

CRACOVIA – ZAWISZA Bydgoszcz 3:1 (0:0)
Bramki: Jendrisek 56, Rakels 58, Budziński 77 – Świerczok 90. Sędziował: Szymon Marciniak (Płock). Żółte kartki: Deleu, Marciniak, Sretenović – Smektała. Widzów: 5142.
CRACOVIA: Pilarz – Deleu (78. Rymaniak), Sretenović, Polczak, Marciniak – Covilo, Dąbrowski – Jendrisek, Budziński (86. Kapustka), Cetnarski (71. Zjawiński), Rakels. Trener: Jacek Zieliński.
ZAWISZA: Sandomierski – Wójcicki, Pereira, Marić, Pulhac – Smektała, Drygas (78. Barisić), Majewski, Pawłowski (57. Kamiński) – Predescu (60. Mica) – Świerczok. Trener: Mariusz Rumak.

Pozostałe wyniki i tabelę T-Mobile Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.