Zjazd absolwentów pod Wawelem

W meczu obfitującym w szalone rajdy na świeżo położonym parkiecie oraz sentymentalne wątki wokół niego AGH Kraków uległ czołowemu I-ligowcowi, Spójni Stargard, 72:83.

„Wariactwo” było początkowo słowem najczęściej używanym podczas przerw przez prowadzącego gości byłego trenera żeńskiej reprezentacji Polski, Krzysztofa Koziorowicza.
Wariował wynik – 0:4, 10:4, 10:8, 19:8, 19:16, 21:16, 21:24 – dzikie były akcje. Tylko parę razy zostały ustawione do podań pod „dziurę”, częściej mieliśmy wjazdy kończone faulami albo kontry sam na sam z koszem. Kiedy Bartosz Wróbel wzbogacił to dwiema „trójkami”, gospodarze osiągnęli najwyższą dzisiaj przewagę, a ich snajper kończył I kwartę z dorobkiem 14 punktów. Marcin Dymała i Wojciech Fraś udowodnili jednak, że równie sprawnie włączają się do szybkich ataków, a rezultat przekręcili trafieniami z obwodu Hubert Pabian i – do wtóru syreny – Paweł Śpica.
Natomiast przez ponad dziewięć minut swojego pobytu na placu w drugiej części Wróbel nie oddał nawet rzutu… Najpierw przykleił się do niego Maciej Raczyński, a kiedy złapał trzy przewinienia, rolę plastra przejął Paweł Lewandowski. Parę kontr po przechwytach lub czapach i 33:40, a po pierwszej połowie 39:44.

Wystąpiła dzisiaj niecodzienna w konfrontacji I-ligowej ilość aż pięciu wychowanków krakowskich klubów. A jeden z nich, wywodzący się z Korony Iwan Wasyl zanotował „życiówkę” na tym poziomie: 15 pkt, na ogół efektownych – już do przerwy miał na koncie trzy wsady.
Ta piątka zebrała się w efekcie przyjazdu pod Wawel innego wychowanka Korony, Frasia, ale też dzięki powrotowi wywodzącego się z Wisły Artura Włodarczyka. Dołączył on do zespołu w okresie świątecznym (z kolei do Polonii Bytom odszedł wtedy Jakub Pawlak), zadebiutował w barwach AGH w minioną niedzielę w Siedlcach, a dzisiaj zaliczył pierwszy mecz w rodzinnym mieście, odkąd opuścił je przechodząc do Trefla Sopot.
To już prawie sześć lat, nawet kiedy raz rezerwy Trefla zagrały tutaj, przy Piastowskiej, mnie akurat nie było. Jasne, czułem szczególne emocje, chyba zawsze tak jest, gdy się wraca do takich miejsc – zwierza się Artek.

W trzeciej odsłonie Bartek wyrwał się z klatki, świetnie pod tablicami poczynał sobie Maciej Maj, poszli za nimi koledzy. Tak wyrównali na 44:44, a potem zaświecili na tablicy 50:48 i 54:52. – Chyba poczuliśmy się wtedy za pewnie, poszliśmy na wymianę ognia, a oni zaprezentowali się mądrzej – analizuje Włodarczyk.
Akademicy nie sprostali przede wszystkim silnemu jak tur, a znacznie bardziej od tura dynamicznemu, Dymale. Mijał ich jednym kozłem, nawet w pierwszym kroku, albo zawoził na plecach do „trumny”. Tak zgromadził 26 „oczek” i odwrócił tendencję na 54:59, 61:67. Dwa ważne strzały zza łuku i jeden spod samej „dziury” dołożył Pabian, aktywny był Fraś. Gdy w półdystansie i osobistymi przypomniał się Śpica, na 3.5 minuty przed końcem sytuacja była w miarę klarowna (65:77). Zwłaszcza że pilnował różnicy Dymała, któremu partnerzy przygotowywali izolacje do gry jeden na jeden.
– Ta wyrównana walka w trzeciej kwarcie i przechylanie szali w czwartej to nasza specjalność. Co nie znaczy, że tego chcemy – uśmiecha się Fraś. – Zawsze powtarzamy sobie, że musimy wcześniej zbudować bezpieczną przewagę i ją utrzymać, ale często wychodzi inaczej. Co jest naszym atutem w decydujących momentach? Zaangażowanie, a przy tym spokój. Doświadczenie? Pewnie też.

W tym swoistym zjeździe absolwentów (wychowanków) unikalne było pierwsze od wielu lat spotkanie w Krakowie trzech mistrzów Polski. W 2009 roku juniorzy Korony wywalczyli „złoto” czempionatu U-18 i był to ostatni taki sukces krakowskiego młodzieżowego basketu męskiego (a jedyny w XXI wieku). Z tamtej drużyny wyczynowo uprawia sport tylko trójka: Fraś, Jakub Krawczyk i Marek Szumełda-Krzycki. Zetknęli się w październiku w Stargardzie, a dzisiaj po raz pierwszy pod Wawelem. Od jak dawna?
– Wydaje mi się, że poprzednio byliśmy na jednym boisku w Krakowie w tamtym mistrzowskim sezonie – zastanawia się Wojciech. – I dla mnie to chyba pierwszy występ w tym mieście od tamtej pory. W 2009 roku przeniosłem się do Znicza Pruszków, do I ligi. Na podstawie umowy szkoleniowej miałem zagrać w Koronie tylko w zespole juniorów U-20. I zagrałem, ale w turnieju półfinałowym, z którego odpadliśmy.
– Ten turniej odbywał się w Jarosławiu – przypomina „Krawcu”. – Ale przypuszczam, że Wojtek musiał już wcześniej coś z nami zagrać, właśnie w Krakowie, bo inaczej umowa szkoleniowa byłaby nieważna.
Kuba również najlepiej pamięta okoliczności konfrontacji ze Śląskiem Wrocław o tytuł, w której oddał najważniejszy rzut za trzy. – Na kilkanaście sekund przed końcem przegrywaliśmy dwoma punktami. Trener Andrzej Dudek rozrysował akcję na wyrównanie, którą miał skończyć wjazdem Marek. Tyle że go przyblokowali, więc odrzucił mi piłkę na obwód i trafiłem stamtąd. Potem jeszcze nas sfaulowali i ktoś dołożył jednego osobistego – opowiada. – Frasiu robił w każdym meczu double-double, ale nie dali mu nagrody dla MVP mistrzostw, choć mu się należała. Turniej finałowy był we Wrocławiu…
PAWEŁ FLESZAR

AGH Kraków – SPÓJNIA Stargard 72:83 (21:24, 18:20, 19:21, 14:18)
Sędziowali: Jacek Litawa, Grzegorz Łata i Maciej Krupiński. Widzów: 250.
AGH: Wróbel 22 (3×3, 4 zb.), Wasyl 15 (1×3), Maj 11 (12 zb., 2 prz.), Szumełda-Krzycki 5 (6 as., 4 zb.), Kalinowski 2 (6 zb., 4 as., 2 prz.) oraz Krawczyk 12 (1×3), Podworski 3, Włodarczyk 2, Borówka. Trener: Wojciech Bychawski.
SPÓJNIA: Dymała 26 (1×3, 4 zb., 2 prz.), Pabian 16 (3×3, 6 zb.), Janiak 8 (8 as., 3 prz.), Pytyś 5 (6 zb.), Lewandowski 4 (1×3) oraz Śpica 11 (1×3), Fraś 10 (8 zb., 2 prz.), Raczyński 3 (3 prz.), Bodych. Trener: Krzysztof Koziorowicz.

Pozostałe wyniki i tabelę I ligi koszykarzy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.