Złota rączka po tacie

Koszykarze max Elektro Sokoła Łańcut w konfrontacji z czwartym zespołem I ligi, GKS Tychy, utrzymali miano jedynej ekipy niepokonanej na własnym parkiecie, 16-punktową stratę z II kwarty przekształcając w zwycięstwo 73:67.

Od startu to goście mieli „gorące ręce” – tu piłkę klepnęli, tam wybili, gdzie indziej odebrali – a w ataku Tomasz Deja i Tomasz Bzdyra z powodzeniem powtarzali zagrania na „niskim centrze”. W niemrawym miejscowym teamie tylko Jerzy Koszuta dorównywał przyjezdnym aktywnością, zaliczając w pierwszej odsłonie 7 punktów, 4 zbiórki i 2 przechwyty. Zmagazynował dużą dawkę energii, bo w minioną sobotę musiał pauzować za karę po incydencie w meczu z Legią Warszawa (opisywaliśmy go TUTAJ).
– W moim wieku taka przerwa, wolna sobota, „robi robotę” – śmieje się. – A poważniej: kolana na pewno odpoczęły, ale przede wszystkim miałem dodatkową motywację; chciałem zrehabilitować się za tamtą głupotę.
Gospodarze byli na coraz większym minusie, bo rewelacyjnie prezentował się Wojciech Barycz. W defensywie gnębił ich blokami, a co wyprostował rękę po drugiej stronie (najchętniej za linią 6,75 m) – na tablicy świetlnej rósł zapis po stronie GKS. Siadając w 16.minucie dla zaczerpnięcia oddechu mógł z niej odczytać wynik 21:37. Wprawdzie najpierw starał się poderwać kolegów Maciej Klima (15:26 – 21:26), a potem Tomasz Pisarczyk i Marcin Pławucki po połowie złożyli się na run 10:0 (21:37 – 31:37), ale i tak tyszanie schodzili na przerwę z rezultatem 33:42. Na koncie Barycza było wtedy 19 „oczek”, przy czym w drugiej części zapewnił ponad 70% dorobku tyszan (15 z 21 pkt).

– Byliśmy w tamtym okresie zbyt delikatni, zawiódł też nasz system obronny. Ile razy zmieniłem coś w taktyce, to po 1-2 akcjach byliśmy za to karani – analizuje szkoleniowiec Sokoła, Dariusz Kaszowski. – Od 12. minuty spotkania wzrosła agresywność, a w drugiej połowie zmieniliśmy sposób obrony pick’n’rolla.
Jego podopieczni chwilami kryli bardzo wysoko, nawet na 3/4 boiska. Dużo w sferze wolicjonalnej wniósł Bartosz Czerwonka. Trzecią kwartę zaczął w podstawowym składzie, a halę opuszczał z pokaźną paczką, otrzymaną w nagrodę za trzecie – najwyższe z koszykarzy – miejsce w plebiscycie na Najlepszego Sportowca Łańcuta 2015 r., którego ceremonia odbyła się w środowy wieczór (4. lokatę zajął Rafał Kulikowski, a Kaszowskiego po raz ósmy w historii wybrano najlepszym trenerem).
„Trójka” Bartka dała pierwszy od dawna remis (44:44), dalej pociągnęli z Pławuckim i Pisarczykiem, który odważnie i umiejętnie poczynał sobie przodem do tablicy. Tak wywindowali rezultat na 56:51, a na początku czwartej odsłony – na 63:55.

Barycz, podobnie jak Klima i Krzysztof Jakóbczyk, szybko w II połowie złapał czwarte przewinienie i częściej pozostawał w rezerwie. A kiedy już przebywał na parkiecie, rzadziej rzucał. – Byłem szczelniej pilnowany, parę razy nie trafiłem, więc nie próbowałem na siłę – mówi. – W głupiej sytuacji zostałem ukarany czwartym faulem, wydaje mi się, że go nie było. Generalnie, brakło nam konsekwencji, bo po przerwie mieliśmy grać co innego, bliżej kosza. A w końcówce brakło trochę sił, na co miał wpływ ciężki sobotni mecz. Będziemy jeszcze walczyć, żeby przynajmniej w pierwszej rundzie play off mieć korzystniejszą sytuację.
Wraz z dwoma byłymi zawodnikami Sokoła, Karolem Szpyrką i Piotrem Hałasem, redukował jeszcze różnicę do 63:59, 67:64 i 70:67. Na 50 sekund przed syreną jednak Klima zanurkował pod „dziurę” (72:67), a po celnym osobistym Pławuckiego i natychmiastowym przejęciu piłki przez gospodarzy przeciwnicy nie starali się w ostatnich kilkunastu sekundach przedłużać nadziei przewinieniami i „trójkami”.

W tamtym, kluczowym fragmencie przechwytem i zbiórką w ataku popisał się Koszuta, który za całokształt (choćby rajd wzdłuż linii uwieńczony wsadem oburącz) został uhonorowany tytułem MVP meczu. Jurek, który obecnie legitymuje się średnią punktów najlepszą od 10 sezonów, a  średnią zbiórek najlepszą w I-ligowej karierze, regularnie zalicza dodatkową porcję ćwiczeń gimnastycznych, siłowych i manualnych. Wspólnie z tatą remontują dom, do którego syn wrócił z rodziną po 7 latach pobytu na Pomorzu Zachodnim.
Remontujemy i nie możemy skończyć. Remont jest gruntowny, cały parter, a sami robimy wszystko poza hydrauliką – opowiada. – Tato to „złota rączka”, był już elektrykiem, elektronikiem, stolarzem, mnóstwo rzeczy umie zrobić. A ja się przyuczyłem i pomagam.

Janusz Koszuta nigdy nie ograniczał się do pojedynczej roli. Gdy w pierwszej połowie poprzedniej dekady działał w klubie, był kierownikiem drużyny, statystykiem (własne obserwacje z „papieru” wprowadzał później do programu komputerowego i dostarczał trenerowi), fotografem, kronikarzem. Pomagał też w przystosowaniu bardzo ciasnej, poprzedniej łańcuckiej hali do wymogów PZKosz. Sala zaadaptowana z hrabiowskiej ujeżdżalni koni miała kamienne schodki zagrażające bezpieczeństwu. Część z nich trzeba było skuć, dorobić drewniany, przenośny zamiennik, uchwyty na ochronne materace.
– To były ciekawe czasy… – uśmiecha się 33-letni Jerzy, wychowanek Sokoła.
Przyszłość również zapowiada się niezwykle interesująco; do końca części zasadniczej zostało sześć kolejek, 27 lutego zaś zaplanowano w Łańcucie hit zimy. Wicelider podejmie lidera, Miasto Szkła Krosno, a tradycyjnemu smakowi derbów Podkarpacia pikanterii dodaje fakt, że jedyny I-ligowy zespół niepokonany u siebie zmierzy się z jedynym zespołem niepokonanym na wyjeździe. Jeden z nich straci swoje miano.
– Ten mecz będzie wielkim wydarzeniem – przytakuje „Jerry”. – Ale najpierw musimy się skoncentrować na spotkaniu w najbliższą sobotę we Wrocławiu. Miewamy przecież problemy z drużynami z drugiej połówki tabeli, a Śląsk nie jest łatwym rywalem i może go wzmocnić ktoś z ekstraklasy.
PAWEŁ FLESZAR

MAX ELEKTRO SOKÓŁ Łańcut – GKS Tychy 73:67 (15:21, 18:21, 23:11, 17:14)
Sędziowali: Paweł Baran, Marek Borowy, Mirosław Wysocki. Widzów: 750.
SOKÓŁ: Koszuta 15 (1×3, 11 zb., 5 prz.), Klima 9 (8 zb., 2 bl., 2 prz.), Kulikowski 6 (6 zb.), Jakóbczyk 2, Fortuna oraz Pławucki 18 (2×3), Pisarczyk 12 (4 zb., 2 prz.), Czerwonka 9 (1×3), Wrona 2. Trener: Dariusz Kaszowski.
GKS: Bzdyra 12 (2×3, 8 zb., 4 prz.), Deja 10, Basiński 7 (1×3), Dziemba 2, Piechowicz 2 (2 prz.) oraz Barycz 24 (4×3, 8 zb., 6 bl.), Hałas 6 (2×3, 2 prz.), Szpyrka 2 (6 as., 4 zb.), Markowicz 2. Trener: Tomasz Jagiełka.

Komentowanie zablokowane.