„Żocho” przyłoży nawet torebką

W pierwszej potyczce II-ligowego play off, chwilami po ciekawej walce, a chwilami z dużą przewagą, siatkarki Solnej Wieliczka pokonały MKS SAN-Pajda Jarosław, 3:0.

Ekipa z „Miasta Soli” bezapelacyjnie triumfowała w grupie IV i pozostaje jednym z głównych kandydatów do awansu na zaplecze ekstraklasy. Stamtąd też wzięła sobie w mijającym tygodniu sparingpartnera, zwyciężając w Mysłowicach Silesię Volley, 3:1. Ale i jarosławski klub cieszył się w ostatnich tygodniach pomyślną passą. Dzięki wyjazdowemu sukcesowi w Tomaszowice Lubelskim po raz pierwszy w historii zakwalifikował się do play off, a w rywalizacji juniorek, które stanowią pół składu seniorskiego, przebił się do fazy półfinałowej. Ile to znaczy, pokazuje choćby fakt, że taka sztuka nie udała się żadnemu z czterech małopolskich zespołów, biorących udział w ćwierćfinałach.
– Spodziewałam się, że te osiągnięcia dadzą im dobrą falę, która będzie im sprzyjać – mówi trenerka Solnej, Katarzyna Wąsowska.
Jej podopieczne ruszyły więc do natarcia i tylko ofiarnej postawie w obronie libero Pauliny Kłuś przyjezdne zawdzięczają, że wynik brzmiał 10:4, a nie wyżej. Na ogół miejscowe funkcjonowały w rytmie: wyblok – dogranie – kontra, ewentualnie skracały sprawę do bloku kończącego. W środkowej fazie doszło do wymiany „punkt za punkt” i dwóch najbardziej efektownych akcji meczu. Najpierw Gabriela Macek, wspinając się jak w balecie na palce prawej stopy, sięgnęła piłkę wrzucającą ją w taśmę i przerobiła ją w kilkumetrowego „suwa” do Katarzyny Saj. A zaraz Paulina Stojek, skacząc z drugiej linii na granicy piątej i szóstej strefy, ominęła potrójny blok, kręcąc ręką w prawo, za siatkę.
Po dobitce Magdaleny Trojnar na tablicy świeciło się nawet 14:12, ale kolejny pipe Stojek zmienił zapis na 16:12, potem ze skrzydeł zbijały Magdalena Tyrańska i Magda Żochowska, a Aleksandra Król przejęła pałeczkę w bloku od Marty Świerczyńskiej. Ich drużyna przeważała 21:14, 24:17, po czym popełniła 3 błędy, lecz Tyrańska czym prędzej zamknęła temat. 25:20.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

W przerwach między setami trwały pokazy dzieciaków, szkolonych w sekcji taekwondo w Gdowie przez mistrza świata Mateusza Dylawerskiego. Odgrywały między innymi scenki rodzajowe utrzymane w symbolice westernowej, gdzie dobrzy bohaterowie ubrani byli na biało, a źli – w dresy w ciemnych kolorach. Na przykład trzech łobuzów znęcało się nad szczupłą blondyneczką, zabierając jej torebkę. Rozłożyła wszystkich po dwa razy, najchętniej kopnięciami we wrażliwe miejsca, a na pożegnanie przyłożyła jednemu z nich torebką.
W drugiej partii można było powziąć przekonanie, że Żochowska dysponuje szerszym wachlarzem uderzeń piłki niż jest ciosów we wspomnianej koreańskiej sztuce walki. W tej części, obsługiwana biegle i chętnie przez Iwonę Urbanik, wykorzystała wszystkie osiem wykonywanych ataków, każdy w inny sposób (nawet dwie kiwki znacznie różniły się od siebie) i chyba byłaby w stanie skończyć piłkę nawet torebką. Na 25:8 ścinała bowiem sytuacyjnie, trzy metry od siatki i metr w prawo na zewnątrz linii bocznej, ale obiła krawędź bloku, nie zahaczając antenki, co skwitowała zabawną miną w kierunku Wąsowskiej.
Piotr Pajda walczył natomiast z arbitrami, za co przy 11:5 zobaczył żółtą kartkę, a przy 16:7 czerwoną (skutkującą wynikiem 17:7). – Cóż, nie miałem już zbyt wielu możliwości przerwania gry… Przeprosiłem później panią sędzinę za nietaktowne zachowanie, nie będziemy też wpisywać do protokołu zapowiadanych uwag – tłumaczy.

Paulina Chmielarczyk obchodziła dzisiaj 21. urodziny i w szatni po meczu częstowała koleżanki tortem, ale trochę słodyczy podarowała im już wcześniej. Podrywała je w dwóch seriach serwisowych (4:2 – 4:6 i 15:12 – 15:17), za każdym razem notując efektownego asa z wyskoku.
Jako że na skrzydle udanie spisywała się Trojnar (także w przyjęciu, w którym musiała sobie radzić z niemal połową podań przypadających na jej drużynę), a w bloku Saj – rezultat się wahał. 18:17, 18:19, 20:19, 20:21, 22:21, 22:23, 23:23. Kontra solenizantki przyniosła setbola, mimo że Weronika Olipra goniąc piłkę wjechała na brzuchu pod ławkę rezerwowych. 23:24 zwiastowało emocje, ale przecięły je „Żocho”, „czapa” Tyrańskiej z Judytą Gawlak oraz pomyłka gości. 26:24.

– Zwycięstwo 3:0 musi budzić zadowolenie, ale to jak w życiu: chciałoby się więcej. W tym przypadku to więcej, to nieco mniej błędów – z humorem analizuje Katarzyna Wąsowska. Trochę więcej oczekiwał też Piotr Pajda. – Szkoda końcówki, bo jeden zdobyty secik byłby fajny – uśmiecha się.
Oboje zyskają możliwość nasycenia się już jutro i to wcześnie, bo o g. 11, ponownie w „Solnym Mieście”. Poniedziałkowy termin i nietypowa pora są efektem braku dostępności hali. Trzecia konfrontacja (w Jarosławiu) też odbędzie się niestandardowo, bo we wtorek, 15 marca, gdyż w weekend, 11-13.3, MKS SAN-Pajda wystąpi w turnieju półfinałowym MP juniorek.
W drugiej parze play off Grupa Azoty PWSZ Tarnów, tyleż niespodziewanie, co zasłużenie, prowadzi z AGH Kraków 2-0, po wyjazdowych wygranych 3:0 (sobota) i 3:1 (niedziela). Rywalizacja toczy się do trzech zwycięstw i przenosi się teraz do Tarnowa.
PAWEŁ FLESZAR

Relację z drugiego meczu można przeczytać TUTAJ.

SOLNA Wieliczka – MKS SAN-PAJDA Jarosław 3:0 (25:20, 25:8, 26:24)
Sędziowali: Monika Wulczyńska i Maciej Chudzik (Katowice). Widzów: 450.
Stan rywalizacji: 1-0.
SOLNA: Urbanik 3 pkt, Stojek 8, Świerczyńska 11, Żochowska 19, Tyrańska 11, Król 4 oraz Olipra (l), Cieżyńska, Gawlak. Trener: Katarzyna Wąsowska.
MKS: Macek, Brzezińska 5, Saj 11, Chmielarczyk 8, Trojnar 6, Pisarczyk 6 oraz Kłuś (l), Waszyńska 3, Chmielewska 3, Dynarowicz. Trener: Piotr Pajda.

Komentowanie zablokowane.