Zrzucenie wagi na wagę podium

Damian Wojtasik i Jarosław Lech po raz drugi z rzędu triumfowali w turnieju O Puchar Prezydenta Krakowa, tym razem odbywającym się w ramach cyklu Orlen Beach Volley 2013. Pokazali, że z każdego kryzysu potrafią się wydobyć.

Po ubiegłorocznym zwycięstwie na boiskach przy Bulwarowej spotkało ich jeszcze więcej dobrego: zdobyli mistrzostwo Polski i zostali zakwalifikowani do kadry narodowej, dzięki czemu dostali dziką kartę na światowy czempionat, który zostanie rozegrany w lipcu w Starych Jabłonkach. Tymczasem w mijający weekend w Krakowie grali po prostu przeciętnie. Dotarli do meczu o 1. miejsce z ogromnymi kłopotami, w miarę spokojnie poradzili sobie tylko w półfinale, z Piotrem Janiakiem i Dawidem Popkiem, kiedy świetny blok zaprezentował Lech (wszystkie wyniki znajdują się pod tekstem). – Ostatnio przygotowywaliśmy się do mistrzostw świata: mocną siłownią i ciężkim treningiem, brakowało trochę dynamiki – analizował Wojtasik. – Nie tylko dlatego wiele rzeczy się nie udawało i nie wiedziałem jak temu zaradzić.

Na koniec imprezy zmierzyli się z Dominikiem Witczakiem i Rafałem Matusiakiem. W pierwszym secie Lech naprodukował sporo punktów; zrazu zagrywką i blokiem, później atakiem (kolega krzyczał „skos!”, a on uderzał po prostej). Było 7:3, 12;6, 12:10, a kiedy dołożył asa – 14:10. Błędy rywali dały im prowadzenie 19:13, a potem 21:16 (z 19:16).
Druga partia była bardziej wyrównana (6:3, 6:5, 8:7, 10:7, 10:10, 13:11, 13:14, 15:14, 16:16), a Matusiak z Witczakiem konsekwentnie stosowali taktykę gry na Wojtasika (serwis, a potem blok). Ten „zamotał się” przy siatce i pokłócił niemal ze wszystkimi – rywalami, sędziami i kolegą („Już taki jestem nerwowy„).
W tej części ponieśli porażkę 19:21, a kiedy w tie-breaku stracili przewagę (3:0, 6:3 – 9:9) i zderzyli się w wyskoku – wydawało się, że są kompletnie „ugotowani”. Tymczasem po przerwie na życzenie, nie pozwolili przeciwnikom już na nic: Wojtasik trzykrotnie skutecznie zaatakował, Lech dołożył dwie „czapy”, a w ostatniej akcji zatrzymany Wojtasik wyasekurował się padem, Lech zaś uderzył niewygodną piłkę, która przetoczyła się po taśmie i wpadła w pole. 15:11.
– Słyniemy z końcówek, a kiedy jeszcze trochę się pokłócimy, to skutek zawsze jest pozytywny. Ale to tylko na potrzeby siatkówki, później normalnie rozmawiamy, nie ma mowy o żadnej obrazie – śmieje się Damian. – Dzisiejszy finisz był jednym z lepszych w naszej historii, a poza tym mam nadzieję, że sposób w jaki wyszliśmy z kryzysu w tym turnieju wzmocni nas jako parę.

Finalne powodzenie Witczaka i Matusiaka wydawało się tym bardziej prawdopodobne, że dzisiaj już dwukrotnie wyrwali przeciwnikom zwycięstwo z zębów. W półfinale Łukaszowi i Sebastianowi Kaczmarkom (22:20, 24:22), którym ulegli wczoraj, a w ćwierćfinale po prawej stronie drabinki Michałowi Makowskiemu i Sebastianowi Sobczakowi. Wygrali 23:21, 26:24 – pierwszego seta skończył Witczak dwoma blokami, a w drugim po obronach rywale wpakowali piłkę w siatkę.
– Waga tych meczów była taka, żeby zrzucić trochę wagi i to się udało, bo podczas turnieju było gorąco – żartował Witczak patrząc na swój brzuch. – A poważniej: przez dwa dni zaliczyliśmy siedem meczów, co chyba odbiło się na końcu. Poza tym to też kwestia złych decyzji, w wystawie, bloku.
Dominik, ekstraklasowy atakujący, mimo że zdobył sporo medali (w tym dwa złote) mistrzostw Polski w plażówce, powtarza kokieteryjnie, że w tej drugiej konkurencji jest zaledwie amatorem. – Po dziewięciu miesiącach w hali nie da się zejść na trzy miesiące na piasek i wypracować wysoką formę – tłumaczy. – Tym bardziej się cieszę, że pierwszy raz w historii swoich występów w Krakowie stanąłem na podium.
Ma również większy powód do radości – jego żona, była reprezentantka kraju, Anna Witczak spodziewa się w październiku dziecka. – Podczas badań płci chronił się przed wizjerem, ale lekarka twierdzi, że prawdopodobnie to będzie chłopiec – opowiada tata. W przyszłym sezonie powinien ciągle być zawodnikiem ZAKSY Kędzierzyn-Koźle. – Mam ciągle ważny kontrakt. Spotkałem się z panią prezes i trenerem, którzy stwierdzili, że mimo różnych pogłosek zostaję w zespole. Wierzę, że to się nie zmieni – mówi Dominik.

Satysfakcję z trzeciej lokaty oraz miana jedynych pogromców całej czołówki turnieju wywożą z Krakowa Kaczmarkowie. Wczoraj wicemistrzostwie świata U-19 i mistrzowie Europy U-18 pokonali Lecha z Wojtasikiem oraz Witczaka z Matusiakiem, dzisiaj w ostatnim spotkaniu byli lepsi od Janiaka i Popka. Sebastian kręcił lewą ręką wyszukując wolne pole, a Łukasz walił z wysokiego pułapu (zdarzało się nawet z pół metra nad siatką albo nad blokiem Janiaka). W pierwszym secie odskoczyli od 10:10 – 12:10, 14:11, 17:12, 19:16, 21:16, a w drugim od początku – 6:2, 11:5, 12:8, 15:11, 18:12, 19:14, 21:16.
Janiak na dodatek gorzej się poczuł i ratował batonikami („Czasami zmęczenie objawia się u mnie spadkiem poziomu cukru„), poza tym zeszło z nich chyba ciśnienie po wczorajszym zwycięstwie nad Makowskim i Sobczakiem (dlaczego tak się dla nich oni liczyło wyjaśniali TUTAJ). – No tak, zrobiliśmy to, co mieliśmy zrobić – mówi znacząco Janiak. – A potem brakło trochę mobilizacji.
 Start sfinansowali im prywatni sponsorzy; Rafał Chowański z Milicza, który opłacił koszty i krakowscy znajomi, u których nocowali. – Jesteśmy im wdzięczni, bo bardzo nam pomogli. A teraz musimy sami popracować, bo trenujemy ze sobą dopiero od tygodnia, a ambicje mamy wyższe niż czwarte miejsce – podsumowuje Piotrek.
PAWEŁ FLESZAR

Relację z eliminacji można przeczytać TUTAJ, a z 1. dnia turnieju głównego (wraz z kompletem wyników) – TUTAJ.

Ćwierćfinały z prawej strony drabinki: Jarosław Lech, Damian Wojtasik – Jędrzej Brożyniak, Bartłomiej Dzikowicz 14:21, 22:20, 15:10; Dominik Witczak, Rafał Matusiak – Michał Makowski, Sebastian Sobczak 23:21, 26:24.
Półfinały: Lech, Wojtasik – Piotr Janiak, Dawid Popek 21:10, 21:17; Witczak, Matusiak – Łukasz Kaczmarek, Sebastian Kaczmarek 22:20, 24:20.
O 3. miejsce: Ł. Kaczmarek, S. Kaczmarek – Janiak, Popek 21:16, 21:16.
Finał: Lech, Wojtasik – Witczak, Matusiak 21:16, 19:21, 15:10.

Komentowanie zablokowane.