Zwrócone punkty z Kielc

Wisła pokonała Śląska Wrocław 1:0. Jedynego gola zdobył dla krakowian, w doliczonym czasie, Ivica Iliev, ale konfrontacja obfitowała w strzały.
Jak w siatkówce – zdarzyły się dzisiaj na Reymonta dwa meczbole. W 82. minucie goście dostali karnego za rękę Marko Jovanovicia. Mateusz Cetnarski kopnął w środek, Siergiej Pareiko rzucał się do swojego prawego rogu, ale z refleksem sięgnął lewą dłonią za siebie i obronił. Został jednym z dwóch bohaterów (a po ostatnim gwizdku zdarł sobie gardło rycząc triumfalnie), Cetnarski zaś zdobył pierwszeństwo w rankingu na największą gapę spotkania. Wszak osiem minut wcześniej otrzymał prostopadłe podanie od Sebastiana Mili, ale w pozycji sam na sam z estońskim golkiperem trafił w zewnętrzną stronę słupka.
Meczbol wykorzystany przez Wisłę był o tyle ciekawy, że niewiele wcześniej identyczne uderzenie z tego samego miejsca oddał Maor Melikson, ale Marian Kelemen pewnie piąstkował. Kiedy zaczynała się trzecia minuta doliczonego czasu tym razem to Iliev, na linii szesnastu metrów, otrzymał od Izraelczyka piłkę , ale „zawinął” nią bardziej i zatrzepotała w siatce.

Oba zespoły może nie forsowały dzisiaj tempa, ale oddały mnóstwo strzałów na obie bramki (choćby Melikson, Waldemar Sobota i Przemysław Kaźmierczak), nierzadko stwarzając bardzo dogodne okazje (co stanowiło pewien dysonans z padającymi z trybun szyderstwami).
Pierwszą – gospodarze, w 12 minucie: odebrali rywalom futbolówkę pressingiem, więc nie zdążyli się ustawić w polu karnym, Cwetan Genkow przelobował dwóch obrońców, a Rafał Boguski świetnie złożył się z woleja (inna rzecz, że uprzedził Michała Chrapka, któremu byłoby chyba łatwiej uderzyć, bo bramkę miał wprost przed sobą). Kelemen obronił fantastyczną paradą, a dobitka Bułgara głową była już zbyt lekka.
Kilkanaście minut później Genkow znowu stanął przed wyśmienitą szansą: z głębi pola obsłużył go Melikson, urwał się obrońcom, ale uderzył chyba zbyt pochopnie z kilkunastu metrów, tuż obok słupka, a mógł podbiec bliżej.

Potem długo nacierał Śląsk, a dwa gole mógł zdobyć Mila. Najpierw Pareiko przepuścił dośrodkowanie z lewej flanki, piłkę przejął pomocnik gości, kopnął z 7 metrów po ziemi, lecz Estończyk zrehabilitował się, broniąc nogami.
Niedługo później, po kombinacyjnej akcji, Piotr Ćwielong centrował również lewej strony, a Mila ni to spóźnił się, ni to nie wcelował w futbolówkę lewą nogą, próbując zaś prawą – raczej zaliczyłby trafienie do prawie pustej bramki.
Najurodziwszy natomiast był strzał Radosława Sobolewskiego, który po godzinie gry przyłożył z niemal 30 metrów, piłka skręciła jeszcze w powietrzu i Kelemen dokazał niecodziennej sztuki wyjmując ją spod poprzeczki.
Po interwencji Słowaka spadła ona przed linią bramkową obok prawego słupka. Gdyby wylądowała dwa metry bliżej centrum, pewnie pierwszy dopadłby jej Boguski. Jednak tamten brak fartu zrekompensowało wiślakom finałowe szczęście. Dokładnie na odwrót niż przed tygodniem w Kielcach…
PAWEŁ FLESZAR

WISŁA Kraków – ŚLĄSK Wrocław 1:0 (0:0)
Bramka: Iliev 90. Sędziował: Paweł Gil (Lublin). Żółte kartki: Bunoza, Sobolewski, Jovanović – Spahić. Widzów: 12 849.
WISŁA: Pareiko – Jovanović, Chávez, Jaliens, Bunoza – Sobolewski – Melikson, Chrapek (58. Quioto), Garguła (81. Sikorski), Boguski (65. Iliev) – Genkow. Trener: Tomasz Kulawik.
ŚLĄSK: Kelemen – Pawelec, Grodzicki, Jodłowiec, Spahić – Kaźmierczak, Elsner – Sobota (90. Gikiewicz), Mila, Ćwielong (80. Mráz) – Cetnarski (83. Stevanović). Trener: Stanislav Levy.

Pozostałe wyniki i tabelę T-Mobile Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.