Zwycięstwo zapisane na twarzy

Rekordowa widownia obejrzała w Krakowie jedenastą już, za to najcenniejszą, wygraną koszykarzy Sokoła Łańcut, którzy rozbili miejscową R8 Basket Politechnikę, 86:66.

To trudne do uwierzenia, a jednocześnie obrazujące koszykarską mizerię Krakowa, ale odkąd kapitan gości, Maciej Klima wyjechał z rodzinnego miasta w 2005 roku, wystąpił tu zaledwie dwukrotnie. Jesienią 2013 roku, przeciwko AZS AWF ggmedia Kraków w Pucharze Polski i przed 10 miesiącami – w hali AGH. Pierwsze spotkanie było de facto towarzyskim, drugiego, I-ligowego, nie wspomina ciepło, bo Sokół poniósł sensacyjną porażkę, a on sam wcześnie wyleciał z boiska z pięcioma faulami (opisywaliśmy to TUTAJ).
Dzisiaj znowu przyszła mama, gromada znajomych, a Maciek mógł już nucić szlagier sprzed pół wieku: „Jak dobrze stąpać po zielonej trawie domu”. Zaczął na poziomie niedosięgłym dla nikogo: strzelał z wyskoku, z wysoko uniesionych rąk, z półdystansu i z daleka, penetrował, zbierał, podawał. – Zwykle póki nie zrobię dwóch akcji, jestem poza grą, nie czuję się dobrze – zwierza się 35-latek.
Razem z Markiem Zywertem, Bartłomiejem Karolakiem, Rafałem Kulikowskim i Kamilem Zywertem pompowali jednostronnie wynik – 0:3, 2:8, 5:14, 7:22, 11:25 – nie dopuszczając się w pierwszej kwarcie żadnej straty.

Jest taka sentencja: „Historia, z której nie wyciągnie się wniosków, powtarza się jako farsa”. 1 września Sokół podjął R8 Politechnikę w sparingu, na dzień dobry prowadził 20:4. Pod presją krakowian popełniał jednak głupie błędy, tamci już w drugiej odsłonie nawiązali kontakt punktowy, by w trzeciej załatwić sprawę.
Lekcja została jednak starannie odrobiona i cytowane powiedzenie straciło rację bytu. Łańcucianie odpowiadali teraz na trafienia Jakuba Załuckiego, Łukasza Kwiatkowskiego i Kacpra Stalickiego z dystansu (kiedy zrobił to Adrian Warszawski, ich trener Dariusz Kaszowski odwołał przerwę, o którą prosił niedługo wcześniej). Nie mieli też prawie żadnych kłopotów z wyprowadzaniem piłki, zresztą gospodarze szybko zwijali sięgającą linii środkowej zonę, która przed trzema miesiącami przyniosła im tyle korzyści. Przewaga Sokoła wahała się pomiędzy 8 a 14 punktów, 7 ze swoich 23 zdobył wtedy Marek Zywert, który jednak w inny sposób zasłużył na miano bohatera. Z pomocą partnerów wylogował z konfrontacji najlepszego strzelca I ligi, Michaela Hicksa. Ciemnoskóry snajper zaliczał w tym sezonie średnio 25 „oczek”, Marek zatrzymał go w sobotni wieczór na siedmiu i tylko 20% skuteczności z gry!
– Liczyliśmy tu oczywiście na zwycięstwo, bo jesteśmy sportowcami, ale zaskoczeniem są jego rozmiary. A jeszcze bardziej zdziwiło mnie, jak pewnie kontrolowaliśmy cały mecz, jak dojrzale się prezentowaliśmy – zwierza się Klima. – „Zostaje osiem sekund, ale nie forsuję akcji za wszelką cenę, poszukam jeszcze kolegi”.

Zygmunt Krzyżanowski był twórcą sukcesów polskiej siatkówki żeńskiej w latach 50. (m.in. wicemistrzostwo świata) i na początku 70., a zanim przedwcześnie, tuż po „pięćdziesiątce”, zabrał go rak, zbudował jeszcze potęgę Czarnych Słupsk i w 1978 r. zdobył pierwsze w dziejach klubu mistrzostwo Polski. Był nietuzinkowym człowiekiem. Gdy już zmagał się ze śmiertelną chorobą w warszawskiej klinice, zorganizował tam „szpitalną olimpiadę dla pacjentów”. Każdy dostał jakieś konkurencje, którym mógł sprostać. Nie mogący chodzić mieli za zadanie np. przetoczenie się po połączonych łóżkach, albo przepełznięcie nad zwiniętą kołdrą. Nastrój niejednego z nich się poprawił.
Anegdoty tyczące niesztampowych metod szkoleniowych Krzyżanowskiego żyją niestety tylko w pamięci mu współczesnych. Podobno pewnego razu, po wyczerpujących wieczornych ćwiczeniach na zgrupowaniu, urządził siatkarkom pobudkę w środku nocy. Kazał im ustawić się w rzędzie na polu i każdej zaglądał ciekawie w twarz, przyświecając sobie latarką. Po czym wyekspediował je z powrotem do łóżek. Następnego dnia jedna z nich spytała nieśmiało: „Po co pan to zrobił?”. „Dzięki temu wiem, jak wyglądacie wymęczone i niewyspane. Jeśli któraś przyjdzie rano na trening po nocnym łajdaczeniu się, to na pewno poznam!” – padła odpowiedź.
Kaszowski powinien zapamiętać, jak wyglądały twarze jego podopiecznych, gdy podróżowali dzisiaj autokarem, a przede wszystkim – gdy wysyłał ich na trzecią kwartę. Będzie mógł w przyszłości poznać, kiedy są w stanie wdeptać dowolnego przeciwnika w ziemię. W okresie, gdy od rezultatu 31:42 na starcie drugiej połowy, miało rozpocząć się odrabianie strat przez miejscowych – goście podwoili swoją przewagę.

Defensywa R8 Basket Politechniki nie nadążała, miejscowi nie mieli też zbyt wielu pomysłów w ataku. 7 z 12 pkt zdobył dla nich silny i zwrotny, nie przebierający w środkach Bośniak z polskim paszportem, Seid Hajrić, którego ściągnęli w tym tygodniu, wykupując jego kontrakt w Mieście Szkła Krosno. Na ogół jednak nieźle sobie radził z kryciem go nieporównanie szczuplejszy kapitan Sokoła. – Ale też stąd się wzięły moje kłopoty kondycyjnie, bo przebiegnięcie pięćdziesięciu długości mniej wyczerpuje niż dwa starcia z nim – mówi z humorem.
W 27. minucie, po runie Sokoła 12:0, na tablicy świeciło się 36:58, a po upływie pół godziny – 43:65. Na kilka chwil przebieg zdarzeń zdominował wtedy drugi z rodowitych Krakusów, Artur Włodarczyk.
Czwarta kwarta to długie akcje zwalniającego grę Sokoła, konstruowane mądrze przez Kamila Zywerta. Dwie z jego 13 dzisiejszych asyst wylądowały wówczas pod obręczą w rękach Kulikowskiego i Warszawskiego, który potężnie „zapakował”. Z drugiej strony najczęściej odgryzał się celujący z obwodu Marcin Nowakowski. 43:67, 48:71, 54:77, 64:80, 66:86.

Największa publiczność, jaka w tym sezonie przybyła do hali krakowskiej Akademii Wychowania Fizycznego, i największa jaką gdziekolwiek miał w tym sezonie Sokół, oglądała, jak goście poczynając od strzału Karolaka z ośmiu metrów prowadzą przez 38 i pół minuty z teamem deklarującym chęć awansu do elity. Jak nie dają szans drużynie przewyższającej ich znacznie potencjałem finansowym i personalnym, w której suma występów zawodników w polskiej ekstraklasie sięga 1500 (plus kilkaset kolejnych za granicą).
Jeszcze jedno oblicze sukcesu przyjezdnych, to Dariusz Kaszowski odwracający się do łańcuckich fanów, którzy zagłuszyli dzisiaj resztę trybun. Marek Zywert i Karolak dobijają właśnie rywali „trójkami”, a on, z czerwoną i obrzmiałą od emocji twarzą, wznosi pięści i wydaje z siebie dziki, pierwotny okrzyk triumfu.
– Nie chciałbym znęcać się nad przeciwnikami, ale często oni grali w dwa ognie, a my w koszykówkę – komentuje Maciej Klima. – Musimy jednak zachować chłodne głowy. To dopiero pierwsza runda, chodzi o to, aby wyrobić sobie jak najlepszą pozycję przed play off. To wtedy, w kwietniu i maju, okaże się, ile jesteśmy warci. Nie ma co łudzić się, wcześniej pewnie przyjdą ciężkie momenty. Mam nadzieję, że będziemy na nie gotowi i sobie poradzimy.
W najbliższą sobotę, o g. 17.30, Sokół zmierzy się w Łańcucie ze Śląskiem Wrocław, a R8 Basket Politechnika o g. 18 podejmie Eneę Astorię Bydgoszcz.
PAWEŁ FLESZAR

R8 BASKET AZS POLITECHNIKA Kraków – SOKÓŁ Łańcut 66:86 (11:25, 20:17, 12:23, 23:21)
Sędziowali: Paweł Pacek, Mateusz Skorek i Tomasz Langowski. Widzów: 1000.
R8: Nowakowski 20 (4×3, 4 as.), Hlebowicki 7 (1×3), Hicks 7 (1×3), Malczyk 7 (9 zb.), Pełka 2 (4 zb.) oraz J. Załucki 10 (2×3, 5 zb., 4 as.), Hajrić 7 (7 zb.), Kwiatkowski 3 (1×3), Stalicki 3 (1×3), A. Załucki. Trener: Rafał Knap.
SOKÓŁ: M. Zywert 23 (4×3, 5 zb., 4 as., 2 prz.), Karolak 15 (3×3), Klima 13 (1×3, 7 as., 6 zb., 4 prz.), K. Zywert 10 (13 as.), Kulikowski 10 (9 zb., 2 prz.) oraz Włodarczyk 9 (1×3, 4 zb.), Warszawski 5 (1×3), Parszewski 1. Trener: Dariusz Kaszowski.

Pozostałe wyniki i tabelę I ligi koszykarzy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.