Każdy Pieniążek na wagę sukcesu

Po występie heroicznym w sferze wolicjonalnej i chwilami błyskotliwym na polu koszykówki AZS AGH Kraków pokonał Tura Bielsk Podlaski, 96:74, i tylko jedno zwycięstwo dzieli go od drugoligowego półfinału.

W trakcie rozgrywek akademicka ekipa straciła wskutek poważnej kontuzji Tomasza Zycha, Kacper Nowak odszedł do Cracovii, a Kamil Jewuła zrezygnował z basketu. W tygodniu poprzedzającym jeden z najważniejszych meczów sezonu nastąpiła eskalacja, bo okazało się, że kłopoty zdrowotne wykluczą Konrada Mamcarczyka, a na przedostatnim treningu bardzo mocno skręcił nogę w kostce Damian Dyrda. Ławkę mieli obsadzić głównie juniorzy. Przypominało się jedno ulubionych powiedzeń szkoleniowca AGH, Wojciecha Bychawskiego: „Póki mamy choćby dwóch zawodników – jednego, żeby wybił piłkę z autu, a drugiego, żeby złapał ją na boisku – będziemy walczyć”.
Z tym że wokół siebie zgromadził na ogół ludzi o podobnym charakterze, a niektórych o umiejętnościach wyrastających ponad tę ligę. W pierwszej kwarcie Paweł Zmarlak działał w trybie omnipotencji; był niemal wszędzie, robił prawie wszystko: rzucał za trzy i spod obręczy, zbierał pod obiema deskami, podawał, a kiedy zabrał piłkę ślamazarnym rywalom na linii środkowej i popędził z nią samotnie pod kosz, zaświecił na tablicy 10:5. W ciągu kilkudziesięciu sekund jednak Rafał Król i Aaron Weres wcelowali zza łuku, co przyniosło zmianę zapisu na 10:11 i pogląd, jak jeszcze długo będą wyglądać losy wyniku.
Gdy „Zmarły” się zmęczył i oddychał rękawami, butlę z tlenem pod postacią dwóch „trójek” podał jemu i pozostałym kolegom Patryk Wydra. 14:13, 14:15, 17:15, 17:18 i 22:18 po obiegnięciu 18-letniego Dawida Biegonia.


Kryminał autora tej relacji, Pawła Fleszara, można kupić TUTAJ.
W drugiej dziesięciominutówce warsztat po Zmarlaku przejął Mikołaj Smarzy, zbierając pod swoją „deską”, przekozłowując cały plac i kończąc pod przeciwną. Goście udowadniali jednak, że też nie są od macochy; świetnie kryli strzelców obwodowych, Kacper Rojek wniósł dodatkowy ładunek ambicji, a Filip Pruefer dał im przewagę fizyczną w „pomalowanym”. Waży mniej od tamtego „Pufcia”, który już kiedyś zrobił krzywdę „Agiehowcom” (w I lidze, opisywaliśmy to TUTAJ), ale z siłą i wigorem wbijał swoje 208 cm w ich strefę. 22:20, 26:20, 28:26, 32:26, 32:29, 36:31, 36:35.

Pierwsza połowa skończyła się rezultatem 43:36 i wydawało się, że w drugiej gospodarze i ich sympatycy będą drżeć o zdrowie, kondycję i przewinienia (Zmarlak miał już trzy), zaś upływające minuty przeliczać na punkty przewagi. A tu zaczęła się brutalna rzeź Tura.
Bartosz Wróbel, który do przerwy zanotował bilans rzutowy 0-6, teraz wyrwał się z klatki. Dwukrotnie przymierzył z dystansu, a jedną z prób dowartościował osobistym za faul, potem z odległości 6,75 m kłuli Wydra i Dyrda i znowu dwa razy Wróbel. W drugim przypadku – w ostatniej sekundzie trzeciej odsłony, stromym łukiem, nad ręką rozpaczliwie interweniującego Weresa.
Ustalił wynik po pół godzinie konfrontacji na 72:51, wcześniej brzmiał on nawet 69:45, a nieco później, na początku czwartej części, Smarzy potężnym wsadem wywindował prowadzenie do 76:51.

Po czwartkowym urazie Dyrdy Bychawski z wisielczym humorem stwierdził, że gdyby choć w poniedziałek wiedział, jaka stworzy się sytuacja, to sam mógłby przyszykować się do gry; dwa dni poświęcając na schudnięcie, a dwa na zbudowanie formy, ale teraz pozostało za mało czasu na okres przygotowawczy.
Podopieczni przekonali go jednak dzisiaj, że nie musi katować się dietą i zakłócać równowagi ustrojowej. Pierwszy był sam Dyrda, który jeszcze dwa dni temu miał staw skokowy spuchnięty jak bania, lecz w sobotnie popołudnie zachowywał się tak, jakby wierzył, że jest kotem, który ma dziewięć żywotów. Nawet jeśli utykał wchodząc na parkiet, to biegał po nim bez potknięć, nawet jeśli krzywił się z bólu, to zaczynał kryć przeciwników dwadzieścia metrów od własnego kosza, przepychał się, łapał ich na „ofensy”, odbierał im piłkę i spożytkował na nich, co do sztuki, swoje przewinienia.

Każdy dołożył coś do sukcesu, od liderów po juniorów, ale symboliczna jest rola Michała Pieniążka. Przez cały sezon, podobnie jak w poprzednich latach, w rotacji nie łapał się nawet do dziesiątki i legitymował się średnią osiem i pół minuty. Dzisiaj został starterem, spędził na boisku ponad 22 minuty i – zwłaszcza w pierwszej połowie – radził tam sobie rezolutnie.
Stojące przed akademikami wyzwania się jednak nawarstwiają. Do awansu do półfinału potrzeba dwóch zwycięstw, a drugie spotkanie, w Bielsku Podlaskim, zaplanowano już na najbliższą środę. Jeśli konieczne będzie trzecie, odbędzie się za tydzień w Krakowie.
Stawka jest nie do przecenienia, bo aż trzy drużyny z czołowej czwórki uzyskają promocję do I ligi i w tej fazie nie stoi się już pod ścianą. Niepowodzenie w półfinale pozwala zachować nadzieję na uzyskanie awansu w rywalizacji o trzecie miejsce.
PAWEŁ FLESZAR

AZS AGH Kraków – TUR BASKET Bielsk Podlaski 96:74 (22:18, 21:18, 29:15, 24:23)
Sędziowali:
Michał Szybisty i Dominik Hałka.
AGH: Smarzy 19 (1×3, 11 zb.), Wróbel 19 (5×3, 10 zb., 4 as.), Zmarlak 16 (1×3, 5 zb., 4 as., 4 prz.), Wydra 14 (4×3, 4 as., 2 prz.), Pieniążek 5 (1×3, 4 zb.) oraz Medes 7, Szwedo 7, Biegoń 5 (1×3), Dyrda 4 (1×3, 4 zb., 4 as., 2 prz.), Korbiel, Leśniak, Matyja. Trener: Wojciech Bychawski.
TUR: Tradecki 17 (6 zb., 3 prz.), Król 13 (1×3, 5 zb., 4 as.), Weres 12 (3×3), Kuczyński 7 (8 zb.), Marczuk oraz Pruefer 13 (5 zb., 2 bl.), Rojek 12 (11 zb.), Lewandowski, Mlewski, Grigoruk. Trener: Kamil Zakrzewski.

Pozostałe wyniki play off II ligi koszykarzy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.