Królowa na Polibudzie

– W grach zespołowych jesteś uzależniony od formy albo kaprysu partnera, sędziego. Czasem nie musisz wiele umieć, ani dużo pracować, kopniesz celnie piłkę i zostaniesz bohaterem. W lekkiej atletyce wszystko jest sprawiedliwsze. Nie będziesz trenował – nic nie osiągniesz. A to co zrobisz na stadionie zależy przeważnie od ciebie i zostanie ci zmierzone – powtarza swoim podopiecznym Roman Kołodziej. I tak od 1969 roku, kiedy zaczął szkolić miotaczy w Cracovii. A od dwunastu miesięcy w kolejnej sekcji, którą założył – przy Politechnice Krakowskiej.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Lekkoatletyka to specyficzna dyscyplina. Talent techniczny i predyspozycje fizyczne są nieodzowne, ale początek treningów w młodym wieku, czy wczesna specjalizacji – już niekoniecznie. Do legendy i anegdoty „Królowej Sportu” w Krakowie weszła historia znakomitego czterystumetrowca, Piotra Klimczaka – halowego wicemistrza świata w sztafecie i dwukrotnego brązowego medalisty halowych mistrzostw Europy. Do 21. roku życia przeciętnie grał w piłkę w przeciętnej drużynie, LKS Zawada Nowy Sącz. Jeszcze studiując na krakowskiej Akademii Wychowania Fizycznego dojeżdżał tam na mecze.

Aż z kilkoma kumplami założył się o flaszkę wódki, że przebiegnie jedno okrążenie na stadionie AWF poniżej minuty. Poproszony o zmierzenie czasu, prowadzący tam akurat zajęcia, dr Andrzej Śrutowski nie mógł uwierzyć patrząc na stoper, bo absolutny naturszczyk „połknął” 400 metrów w 50 sekund. Nakłonił Klimczaka do trenowania we własnej grupie, a nieco ponad trzy lata później – ten jechał do Aten na pierwszą z dwóch swoich olimpiad…

Przeciąganie na właściwą stronę

Odławianiu młodych ludzi, którzy mają zamiłowanie i zdolności do biegów i skoków, w tej chwili nie są w stanie poświęcić się im w pełni profesjonalnie, ale rokują nadzieje na wartościowe wyniki w przyszłości, ma służyć właśnie sekcja lekkoatletyczna PK. – To coś pośredniego między dużym wyczynem jak AZS AWF, a sekcją typowo akademicką – tłumaczy Kołodziej, który od 1977 r. pracuje w Centrum Sportu i Rekreacji Politechniki, a w ostatnich kilku prowadzi także biegaczy w czołowym klubie w kraju, wspomnianym AZS AWF.

Pod sztandar „Polibudy” też trafiają sportowcy, którzy nie spełniali się w innych dyscyplinach. Krzysztof Bodurka trenował piłkę nożną (Kołodziej: „Kopał, kopał, aż… go skopali po kolanach i lekarz zakazał wykonywania gwałtownych ruchów skrętnych„), a Karolina Wróbel – siatkówkę. Brakowało jej trochę centymetrów, zresztą dwa lata temu jej macierzysta Wisła Kraków nie zgłosiła zespołu w kategorii juniorek, w której miała grać. Na bieżni – będzie występować na dystansach 200 i 400 metrów – imponuje siłą i dynamiką. Poza nią – kontaktowością… – Proszę uważać, bo może zagadać na śmierć – pokpiwa z niej trener. Z obojgiem wiąże spore nadzieje.

Zdolnej młodzieży jest więcej, a jedna z dziewcząt, filigranowa Natalia Kowalczyk na razie równolegle uprawia lekkoatletykę i gimnastykę artystyczną w Krakusie, gdzie zaczynała. – Powoli ją przeciągam na właściwą stronę – śmieje się Kołodziej. – Umówiliśmy się, że jeszcze przez rok będzie to łączyć. Sama zresztą stwierdziła: „Później będę już za stara i za gruba na gimnastykę”.

Pogadajmy o głupotach

Lekkoatleci z PK zimą ćwiczą w paru miejscach – w terenie na przystani wioślarskiej AWF, skąd wyruszają do Lasku Wolskiego i nad Rudawę, a pod dachem w hali PK przy Kamiennej i – gościnnie – w Zespole Szkół Ogólnokształcących Sportowych na os. Handlowym. Jest tam kilkudziesięciometrowy korytarz z czterema torami, pokrytymi tartanową wykładziną. Wyrosło na nim paru świetnych sprinterów, na czele z Marcinem Urbasiem, który ćwiczył tu pod okiem Lecha Salamonowicza.

Dzisiaj zajęcia ma wielu innych; kiedy podopieczni Kołodzieja szukają rytmu pomiędzy niewysokimi płotkami, po sąsiednim, płaskim torze, w przeciwnym kierunku – jak elektrowozy na magistrali kolejowej – mijają się z nimi biegacze z grupy Ewy Ślusarczyk z AZS AWF.
Gdy robi się luźniej, „Politechnicy” rozkładają wykładzinę z gąbki, którą przemierzają na różne sposoby, wśród przekomarzań. – Skaczesz jak żaba – dokucza jednej z koleżanek Konrad, gimnazjalista. – A ty jak ropucha! – nie pozostają dłużne pozostałe dziewczyny.
– Trenerze, tak to ja skakałam na przerwie w szkole – żartuje Natalia, a obyta w takich sprawach Karolina tłumaczy pozostałym, jakie badania trzeba zrobić do karty zdrowia sportowca.

Ich opiekun zwierzał się przed dekadą, pytany, co go pcha do pracy, za którą nie dostaje pieniędzy: – Zamiast spotykać się z ludźmi w moim wieku i wymieniać opowieściami co kogo boli i jak to leczy, wolę poprowadzić trening z młodzieżą, to sam się poczuję młodszy i zdrowszy.
Ciągle łapię się na tym, że nie mogę usiedzieć – dodaje dzisiaj. – W domu nie jest to za dobrze widziane, ale żona przez 35 lat zrozumiała, że nie ma odwrotu. Na treningu pogadamy o głupotach, posłucham wieści o sesji i o tym, kto jak był ubrany na studniówce, to i praca nam sprawniej idzie.

Między siatkarką a narciarką

Przez 10 lat był prezesem Krakowskiego Okręgowego Związku Lekkiej Atletyki. W 1997 roku reaktywował, zlikwidowaną w 1992 r., sekcję lekkoatletyczną Cracovii. Już po trzech sezonach jego wychowanki, Katarzyna Batorska i Anna Hazior zdobyły medale olimpiady młodzieży. Później do liderek dwudziestokilkuosobowej grupy dołączyła Katarzyna Broniatowska. Tamta dwójka zeszła już z bieżni, Broniatowska jest w szerokiej kadrze narodowej na 800 i 1500 m. Roman Kołodziej w 2007 roku odszedł z klubu. – Rozminęły się wizje zarządu i moje – ucieka przed pytaniem o powody, jednak nie umie ukryć goryczy.

W Politechnice dużo lepiej układają się relacje ze studentkami – prezeską uczelnianego AZS, Aleksandrą Cul i kierowniczką sekcji, Magdaleną Stoch. Co ciekawe, pierwsza jest siatkarką, a druga biegaczką, ale narciarską.
Liczy też na dwóch byłych trójskoczków: prof. Kazimierza Furtaka – rektora PK i Lecha Pankiewicza – prezesa Organizacji Środowiskowej AZS Kraków.

W tym sezonie zawodnicy Politechniki mają wystartować we wszystkich lokalnych mityngach seniorskich, ogólnopolskiej Lidze Juniorów oraz na akademickich mistrzostwach Polski juniorów. – Jest teraz trend, że przy uczelniach powstają profesjonalne zespoły sportowe – zauważa Kołodziej. – I proszę popatrzeć jaki rozgłos Uniwersytetowi Ekonomicznemu dały siatkarki. Jest nadzieja, że nasza sekcja się rozwinie sportowo, a uczelni przyniesie korzyści marketingowe.
PAWEŁ FLESZAR

Skomentuj